Trauma, rozumiana jako reakcja organizmu na przytłaczające, zagrażające życiu lub integralności psychofizycznej wydarzenie, nie jest jedynie wspomnieniem przechowywanym w umyśle. Jest to głęboko zakorzeniona, fizjologiczna reakcja, która dosłownie zapisuje się w naszym ciele, w strukturze tkanek, w wzorcach napięcia mięśniowego i w autonomicznym systemie nerwowym. Kiedy doświadczamy sytuacji ekstremalnego zagrożenia, nasz organizm uruchamia archaiczną, instynktowną sekwencję przetrwania, zwaną reakcją „walki, ucieczki lub zamrożenia”. Jeśli ani walka, ani ucieczka nie są możliwe, a zagrożenie jest zbyt przytłaczające, system nerwowy przełącza się w stan „zamrożenia” lub dysocjacji. Jest to biologiczny odpowiednik „udawania martwego” w nadziei, że drapieżnik straci zainteresowanie. W tym stanie, ogromna energia mobilizowana do działania – adrenalina, kortyzol, napięcie mięśniowe gotowe do eksplozji ruchu – nie znajduje ujścia. Zamiast zostać rozładowana poprzez działanie, zostaje uwięziona w systemie nerwowym i w ciele. To właśnie ta uwięziona energia i niezakończona reakcja motoryczna stanowią fizjologiczny fundament traumy. Mięśnie, które miały biec lub walczyć, pozostają w chronicznym, częściowym skurczu. Oddech, który miał być głęboki i dotleniający w trakcie wysiłku, staje się płytki i spięty. To napięcie nie jest wyborem ani cechą charakteru; jest to mimowolna, fizjologiczna pamięć o przeszłym zagrożeniu, które ciało wciąż, na swój sposób, przeżywa. Mózg, a konkretnie jego starsze, instynktowne części, takie jak pień mózgu i układ limbiczny, wciąż postrzega świat jako niebezpieczny, utrzymując ciało w stanie czujności i gotowości, nawet gdy świadomy, racjonalny umysł wie, że zagrożenie minęło. To rozszczepienie między tym, co wie ciało, a tym, co wie umysł, jest źródłem wielu paradoksów doświadczanych przez osoby z traumą, które intelektualnie rozumieją, że są bezpieczne, ale ich ciało wciąż reaguje paniką, zesztywnieniem lub odrętwieniem.
Te uwięzione wzorce przetrwania manifestują się jako chroniczne napięcia mięśniowe, które często nie poddają się konwencjonalnemu leczeniu, takiemu jak masaże czy fizjoterapia, ponieważ ich źródło nie leży w problemie strukturalnym mięśnia, ale w dysfunkcji systemu nerwowego, który nieustannie wysyła do mięśnia sygnał: „bądź gotowy!”. Na przykład, mięśnie karku i ramion, które napinają się, by chronić szyję i głowę przed ciosem, mogą pozostać w chronicznym napięciu u osoby, która doświadczyła przemocy fizycznej. Mięśnie brzucha i przepona, które spięły się w instynktownym odruchu chroniącym narządy wewnętrzne, mogą prowadzić do płytkiego, napiętego oddechu, charakterystycznego dla stanu ciągłego niepokoju. Miednica, której mięśnie miały przygotować się do ucieczki, może być zablokowana w pozycji napięcia, co może objawiać się problemami z biodrami, dolnym odcinkiem pleców czy nawet dysfunkcjami seksualnymi. Te wzorce napięcia nie są przypadkowe; są one bezpośrednim, fizycznym odzwierciedleniem niezrealizowanej reakcji obronnej organizmu. Ciało wciąż trwa w niedokończonym ruchu, w niedopowiedzianym geście. Z czasem, te chroniczne napięcia stają się dla układu nerwowego „normalnym” stanem, tworząc rodzaj zbroi mięśniowej, która choć początkowo służyła ochronie, staje się więzieniem, ograniczającym swobodę ruchu, oddychania i odczuwania. Osoba taka może nie być nawet w pełni świadoma swojego napięcia, ponieważ towarzyszy ono jej od tak dawna, że stało się niewidocznym tłem jej istnienia. Jednak to właśnie poprzez ciało i jego napięcia trauma często „przemawia” najwyraźniej, objawiając się jako bóle chroniczne, fibromialgia, migreny, problemy żołądkowo-jelitowe czy choroby autoimmunologiczne, których źródła medycyna konwencjonalna często nie potrafi znaleźć.
Pamięć traumy jest zatem pamięcią proceduralną, a nie deklaratywną. Oznacza to, że nie przechowujemy jej jako spójnej, linearnej narracji (pamięć deklaratywna: „kiedy miałem 5 lat, stało się X, Y, Z”), ale jako zestaw fizycznych doznań, emocji i reakcji sensoryczno-motorycznych (pamięć proceduralna: nagłe napięcie w żołądku, przyspieszone bicie serca, uczucie zesztywnienia, gdy słyszę podniesiony głos). Ta pamięć jest zakodowana poniżej poziomu świadomości werbalnej, w ciele. Dlatego tak często osoby, które doświadczyły traumy, nie potrafią opowiedzieć, co się wydarzyło, ale ich ciało wciąż to „opowiada” poprzez swoje objawy. Każdy bodziec, który w jakiś sposób – nawet bardzo odległy – przypomina oryginalną traumę (dźwięk, zapach, ton głosu, określony wyraz twarzy), może uruchomić tę proceduralną pamięć, wywołując natychmiastową reakcję fizjologiczną, zwaną reakcją alarmową. Jest to jak przycisk „panic”, który zostaje wciśnięty, omijając całkowicie korę przedczołową, odpowiedzialną za racjonalną analizę. Ciało reaguje tak, jakby zagrożenie było tu i teraz, uruchamiając ten sam zestaw napięć, który był przygotowany na oryginalne wydarzenie. To wyjaśnia, dlaczego osoba, która przeżyła wypadek samochodowy, może nagle zesztywnieć i poczuć mdłości, gdy tylko usłyszy pisk opon, nawet jeśli jest bezpieczna w swoim domu. Jej układ nerwowy i mięśnie zareagowały proceduralną pamięcią zagrożenia, zanim świadomy umysł zdołał zinterpretować dźwięk jako niegroźny. Te cielesne wspomnienia są często bardziej wierne i trwałe niż wspomnienia werbalne, które mogą ulec zniekształceniu lub wyparciu. Ciało nie kłamie i nie zapomina; trwa w stanie gotowości, nieskończonej pętli przetrwania, która czeka na swoje dokończenie.
W drugiej części zanurzymy się w proces uwalniania tej uwięzionej traumy z ciała, eksplorując terapie, które pracują bezpośrednio z systemem nerwowym i napięciami mięśniowymi, aby przywrócić ciału poczucie bezpieczeństwa, płynność i integralność.
Uwalnianie traumy ukrytej w ciele to proces, który wymaga podejścia fundamentalnie innego od tradycyjnej terapii rozmową. Ponieważ trauma jest zakodowana jako pamięć proceduralna i fizjologiczna, sama rozmowa i intelektualna analiza często nie są w stanie dotrzeć do jej źródła. Świadomy wgląd („rozumiem, dlaczego się boję”) nie wyłącza automatycznej reakcji alarmowej ciała. Kluczem jest praca z samym ciałem, z systemem nerwowym i z uwięzioną energią, aby umożliwić jej stopniowe i bezpieczne rozładowanie, a tym samym „przekodowanie” reakcji organizmu z trybu przetrwania na tryb życia. Jedną z najskuteczniejszych i najbardziej znanych metod jest Somatyczne Doświadczenie (Somatic Experiencing®), opracowane przez dr Petera Levine’a. Jego podstawową tezą jest to, że zwierzęta w naturze, mimo że regularnie doświadczają zagrożeń, rzadko cierpią na traumę, ponieważ instynktownie potrafią rozładować uwięzioną energię poprzez drżenie, głębokie oddechy czy specyficzne ruchy. SE naśladuje ten proces, pomagając klientowi w bardzo powolny, kontrolowany i stopniowy sposób wejść w kontakt z odczuciami związanymi z traumą, bez ich retraumatyzacji. Terapeuta nie prosi o odtwarzanie traumatycznej historii, ale prowadzi uwagę klienta ku subtelnym doznaniom cielesnym (interocepcja) – może to być ciepło w dłoniach, napięcie w brzuchu, pulsowanie w klatce piersiowej. Poprzez delikatne „kołysanie” między tymi nieprzyjemnymi doznaniami a zasobami (wspomnieniami bezpieczeństwa, przyjemnymi odczuciami w ciele), system nerwowy uczy się, że może tolerować te wrażenia bez bycia przytłoczonym. Stopniowo, organizm zaczyna spontanicznie uwalniać uwięzione napięcie poprzez ziewanie, drżenie, głębokie oddechy, ruchy mimowolne – są to oznaki, że autonomiczny system nerwowy wreszcie kończy niedokończoną reakcję obronną i wraca do stanu równowagi.
Inną potężną modalnością jest terapia craneosakralna w ujęciu traumaterapeutycznym. Pracuje ona z bardzo delikatnym, niemal niedostrzegalnym rytmem płynu mózgowo-rdzeniowego, który otacza i ochrania mózg oraz rdzeń kręgowy. Uważa się, że trauma może zakłócić ten naturalny, wewnętrzny rytm, powodując „zastój” w systemie. Terapeuta poprzez bardzo lekkie dotyk na kościach czaszki, kręgosłupie i kości krzyżowej, „słucha” tego rytmu i delikatnie zachęca organizm do przywrócenia jego naturalnej pulsacji. Ta nieinwazyjna praca może pomóc w uwolnieniu głęboko schowanych napięć w ośrodkowym układzie nerwowym, co często prowadzi do głębokiego odprężenia, uwolnienia emocji i przywrócenia poczucia połączenia z ciałem. Dla wielu osób, które doświadczyły traumy, zwłaszcza związanej z przemocą fizyczną, dotyk może być początkowo przerażający. Dlatego terapia craneosakralna, ze swoim niezwykle delikatnym i nieresytującym podejściem, często stanowi bezpieczny punkt wejścia do pracy z ciałem.
Również uznane podejścia psychoterapeutyczne coraz częściej integrują pracę z ciałem. Terapia Schematów, pracując z głęboko zakorzenionymi wzorcami emocjonalnymi i poznawczymi (schematami), wykorzystuje techniki wyobrażeniowe, które często mają silny komponent cielesny. W trakcie wyobrażeń, klient może być zachęcany do zwrócenia uwagi na to, gdzie w ciele czuje schemat (np. uczucie ciężkości w klatce piersiowej, pustki w brzuchu) i do nawiązania dialogu z tą częścią ciała, aby dać jej głos i zrozumieć jej potrzebę. Terapia EMDR (Desensytyzacja i Przetwarzanie za Pomocą Ruchu Gałek Okowych), choć wydaje się skupiać na oczach, w rzeczywistości silnie angażuje procesy fizjologiczne. Dwustronna stymulacja (ruchy gałek ocznych, dźwięki lub dotyk) pomaga w przetworzeniu i zintegrowaniu traumatycznych wspomnień, co często prowadzi do fizycznego uwolnienia napięcia, podobnego do tego w SE – klienci mogą doświadczać drżenia, zmian temperatury ciała czy głębokiego odprężenia po udanej sesji. Pokazuje to, że niezależnie od metody, wspólnym mianownikiem jest zaangażowanie ciała w proces przetwarzania i uwolnienia.
Proces uwalniania traumy z ciała nie jest liniowy i wymaga cierpliwości oraz współpracy z wykwalifikowanym terapeutą. Nie chodzi o to, by „wyrzucić” traumę lub wymazać wspomnienia, ale o to, by zmienić jej wpływ na system nerwowy. Ostatecznym celem jest przywrócenie ciału jego naturalnej zdolności do samoregulacji – czyli umiejętności przechodzenia przez stany pobudzenia (stres, radość) i powrotu do stanu równowagi bez utknięcia w którymś z nich. Osoba, która uwalnia traumę, niekoniecznie zapomina o tym, co się stało, ale przestaje być ofiarą swoich przeszłych doświadczeń. Jej ciało przestaje żyć w ciągłym stanie alarmu. Napięcia mięśniowe, które były przez lata jej drugą skórą, zaczynają się rozpuszczać. Oddycha głębiej i swobodniej. Pojawia się większa swoboda ruchu, zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego. Osoba taka zyskuje wybór – jej reakcja na stresujące sytuacje przestaje być automatyczna i przytłaczająca. Zamiast zastygać w panice, może poczuć lęk, ale jednocześnie zachować dostęp do swoich zasobów i podjąć świadomą decyzję, jak zareagować. To odzyskanie poczucia sprawczości nad własnym ciałem i życiem jest jednym z najgłębszych darów terapii traumy. Przypomina to stopniowe zdejmowanie zbroi, która kiedyś była niezbędna do przetrwania, ale która stała się tak ciężka, że uniemożliwiała czucie słońca na skórze i bliskości z innymi. Uwolnienie traumy z ciała to proces ponownego zjednoczenia umysłu i ciała, powrót do domu, do siebie, po długiej nieobecności spowodowanej cierpieniem. To uznanie, że ciało nie jest wrogiem, który przechowuje bolesne sekrety, ale sojusznikiem, który przez cały ten czas, na swój własny, milczący sposób, próbował nas chronić i który wreszcie, w bezpiecznych warunkach, może pozwolić tej ochronie odejść.
